Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad

29 listopada 2019

NR 5 (Listopad 2019)

Weterynaria w Portugalii
Rozmowa z doktorem nauk weterynaryjnych Josém Miguelem de Camposem

0 18

Doktor nauk weterynaryjnych José Miguel de Campos dyplom lekarza weterynarii zdobył w School of Agriculture of Coimbra, w mieście będącym najstarszym i najważniejszym ośrodkiem akademickim w Portugalii. Ukończył studia podyplomowe z zakresu chirurgii ogólnej i anestezjologii oraz chirurgii tkanek miękkich, ortopedii i intensywnej terapii. Doświadczenie zdobył również na licznych stażach w wielu państwach Europy. Adiunkt w Katedrze Anatomii w School University Vasco da Gama oraz członek zespołu badawczego na University of Porto. Szef prywatnej kliniki chirurgicznej Veterinary Surgical Center Assafarge, w której stosuje nowatorską terapię złamań kości opartą na wykorzystaniu komórek macierzystych miazgi zęba. Członek Royal College of Veterinary Surgeons, British Small Animal Veterinary Association oraz Portuguese Association of Expert Veterinary Surgeons in Company Animals. W wywiadzie udzielonym dla „Vet Trends” dzieli się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi pracy lekarza weterynarii w Portugalii, przyszłości ortopedii weterynaryjnej i konieczności szerzenia i popularyzowania fachowej wiedzy.

W ilu państwach europejskich udało się Panu zobaczyć, jak wygląda praca lekarza weterynarii? Jak na ich tle wygląda praca w Portugalii?
W kontekście pracy zawodowej odwiedziłem Hiszpanię, Włochy, Holandię, Wielką Brytanię, Niemcy, a ostatnio również Polskę. W każdym z odwiedzonych państw poznałem niesamowitych kolegów po fachu i wiele się od nich nauczyłem. Zdobywanie doświadczenia z lekarzami z innych państw to jedna z moich ulubionych aktywności. 
Moim zdaniem, istnieje kilka krajów bardziej rozwiniętych od Portugali w dziedzinie medycyny weterynaryjnej. Takich, które mają zdecydowanie więcej możliwości w zakresie wyboru terapii zwierząt i ogólnie wyższą jakość opieki medycznej. Jest to oczywiście ściśle związane z większymi sumami wykładanymi na usługi weterynaryjne. Widać to szczególnie w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Minimalne wynagrodzenie i jakość życia są tam bardzo wysokie, dzięki czemu właściciele są w stanie zapłacić więcej za zdrowie i komfort życia swoich pupili.
W Wielkiej Brytanii i Niemczech funkcjonuje również ubezpieczenie weterynaryjne, które ma duży wpływ na to, ile ludzie są w stanie zapłacić za usługi. Tego typu system nie istnieje w Portugalii. Niektóre kliniki próbują wprowadzić prywatne ubezpieczenia, które jednak obniżają tylko cenę niektórych usług.

Czy zauważył Pan jeszcze inny poważny problem w pracy lekarza weterynarii w Portugalii?
Tak. Podczas szkolenia w Wielkiej Brytanii zdałem sobie sprawę, że kliniki są tam znacznie lepiej zorganizowane. Lekarze weterynarii i technicy są lepiej wykwalifikowani, dokładnie znają swoje zadania i sprawnie współpracują podczas codziennej pracy. W klinikach pracuje znacznie więcej techników weterynarii niż lekarzy, dzięki czemu istnieje tam lepszy podział obowiązków. Mają również platformę edukacyjną CPD (Continuing Professional Development), która pomaga wszystkim lekarzom i technikom w ocenie ich wiedzy i wypełnianiu wszystkich obowiązkowych wymagań. W Portugalii mamy zbyt wielu lekarzy i niewystarczającą liczbę techników, co uniemożliwia taki model pracy. Powinniśmy mieć znacznie więcej wykwalifikowanych techników weterynarii. 
Innym problemem, jaki zauważam, jest to, że lekarze weterynarii w Portugalii rzadko przekazują trudne przypadki specjalistom. Taki system działa bardzo dobrze w Wielkiej Brytanii, Niemczech, a w pewnym stopniu także w Hiszpanii.
Moim zdaniem, jeśli istnieje specjalista, nawet niekoniecznie lekarz mający tytuł specjalisty, ale lekarz doświadczony w konkretnej dziedzinie medycyny, powinny być do niego kierowane trudne i złożone przypadki, aby zapewnić lepszą terapię zwierzęcia. W ten sposób uczy się również właścicieli, że lekarze weterynarii powinni mieć bardziej ukierunkowane opinie. Z pewnością w medycynie weterynaryjnej w Portugalii poziom metodologii i organizacji mógłby być znacznie lepszy.

Jednak mimo wszystko praca w rodzinnym kraju jest dla Pana satysfakcjonująca?
Oczywiście, naprawdę lubię pracować w Portugalii. Czasami jednak muszę po prostu popracować w innym miejscu. Pozwala mi to rozwijać swoje umiejętności i dostarcza nowych pomysłów na wykonywanie zabiegów chirurgicznych. Uważam, że warto czasami „wyjść poza swoje ramy” i zdać sobie sprawę, że wielu innych kolegów ciężko pracuje w tych samych dziedzinach i że możemy się od nich wiele nauczyć, a czasami również im pokazać coś nowego. W 2013 roku zostałem członkiem Royal College of Veterinary Surgeons w Wielkiej Brytanii, co pozwoliło mi na pracę również w tym kraju. Zazwyczaj robię tam locum, czyli pewien rodzaj zastępstwa dla stałego personelu. Dobrze jest uczyć się i równocześnie zarabiać pieniądze.

Która dziedzina medycyny jest dla Pana najbardziej interesująca?
Zdecydowanie chirurgia. Po ukończeniu studiów zacząłem operować pod okiem bardzo dobrych nauczycieli. W szpitalu, w którym pracowałem, przeprowadzano codziennie wiele operacji i była to doskonała okazja do nauki. Uświadomiłem sobie wtedy, że chcę to zrobić przez resztę mojego życia. Muszę jednak przyznać, że moją ulubioną dziedziną jest ortopedia chirurgiczna. Oglądanie, jak zwierzęta dochodzą do siebie po poważnych złamaniach kości i chorobach stawów jest niezwykle satysfakcjonujące. 

 

 

Co Pana zdaniem jest przyszłością w ortopedii weterynaryjnej?
Myślę, że przyszłość będzie polegać na częstym wykorzystywaniu druku 3D do rekonstrukcji, a także na stosowaniu biomateriałów, takich jak rusztowania do inżynierii tkanek kostnych i wykorzystywanie terapii komórkowych (w szczególności opartych na mezenchymalnych komórkach zrębu).

Czy stosuje Pan którąś z tych „terapii przyszłości” we własnej praktyce?
Tak, aby zapewnić lepszą regenerację kości, używam komórek macierzystych miazgi zęba pobranej od psów w połączeniu z Bonelike®, wszczepianym do kości hydroksy-
apatytem. Terapia oparta na tej metodzie była przedmiotem moich badań doktorskich, ale na modelu owczym. Wybrałem komórki miazgi zęba, ponieważ są bardzo podobne do tkanki kostnej i bardzo z nią zgodne. 

Czyli był Pan pierwszą osobą na świecie, która zastosowała tę metodę w ortopedii weterynaryjnej?
Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ nigdy nie jesteśmy sami, gdy przeprowadzamy jakieś badania. W czasie gdy robimy jedną rzecz, po drugiej stronie świata ktoś może próbować rozwiązywać ten sam problem badawczy. Z tego powodu nie wiem, czy byłem pierwszy. Jest wielu lekarzy weterynarii, którzy już używają komórek mezenchymalnych do regeneracji kości, ale przypuszczam, że jako pierwszy używam do tego komórek macierzystych pobranych z miazgi zęba psów do leczenia złamań. Mam nadzieję, że już za kilka miesięcy więcej moich kolegów będzie mogło korzystać z naszych komórek. Należę do fantastycznego zespołu badawczego na uniwersytecie w Porto.

W jaki sposób udaje się Panu łączyć pracę kliniczną z pracą naukową? 
Głównym powodem, dla którego powiązałem badania naukowe z praktyką jest to, że moim zdaniem powinniśmy stosować możliwie najnowocześniejsze techniki w leczeniu zwierząt. Myślę, że bardzo przydatne jest bycie naukowcem mającym umiejętności praktyczne. Dzięki temu czuję, że moja praca naukowa ma ważny kontekst praktyczny. Grupa badawcza potrzebowała mnie ze względu na to, że jestem chirurgiem z praktycznymi umiejętnościami, a w pracy klinicznej przydatne było dla mnie nabycie nowych informacji teoretycznych. Przede wszystkim jestem lekarzem weterynarii, a w dalszej kolejności naukowcem z umiejętnościami chirurgicznymi, które są naprawdę bardzo przydatne w naszym zespole. 

Jakie są Pana plany na przyszłość? Planuje Pan skupić się na badaniach czy pracy w klinice?
Chciałbym skupić się na praktyce. Myślę, że jestem o wiele bardziej przydatny w badaniach, jeśli skupiam się na pracy w klinice. Ale chciałbym oczywiście również kontynuować współpracę z naukowcami w zakresie chirurgii małych zwierząt. Obecnie biorę udział w badaniu klinicznym na temat wykorzystania komórek macierzystych w regeneracji tkanek kości i skóry. 

Podczas praktyk, które odbywałam w Pana klinice, zauważyłam, że jest Pan bardzo otwarty na współpracę nie tylko z badaczami, ale także z wieloma innymi ludźmi. Wielu lekarzy prosi Pana o opinie i porady, niektórzy z nich chcą zobaczyć, jak wykonuje Pan zabiegi chirurgiczne. Czy nie obawia się Pan konkurencji?
Nie, nie obawiam się. Myślę, że wiedzą należy się dzielić. Mieszkam w mieście, którego motto brzmi: „Wiedza ma sens tylko wtedy, gdy jest dzielona z innymi”. Moim codziennym wyzwaniem jest przede wszystkim konkurencja z samym sobą. 

Udostępnia Pan także wiele interesujących przypadków na Instagramie i Facebooku. Czy Pana zdaniem dzielenie się tym, jak wygląda praca lekarza weterynarii w mediach społecznościowych jest potrzebne?
Żyjemy w XXI wieku, zatem sieć społecznościowa powinna być wykorzystywana również w naszej dziedzinie zawodowej, choć oczywiście z umiarem i zdrowym rozsądkiem. Myślę, że to dobry sposób na promowanie nie tylko konkretnej osoby, ale ogólniej – zawodu lekarza weterynarii. Media społecznościowe mogą również pomóc w edukacji klientów i sprawiać, że będą bardziej świadomymi właścicielami. Dlatego lubię publikować informacje i zdjęcia ze swojej codziennej pracy.

Facebook: www.facebook.com/CCVAssafarge/
Instagram: @centrocirurgicoveterinario 

Rozmowę przeprowadziła Martyna Frątczak, studentka V roku Weterynarii z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. 

Fot. Kolekcja autora

Przypisy